PODZIEL SIĘ

Podanie toksyny botulinowej jest jedną z najczęściej stosowanych metod w medycynie estetycznej, ale ciągle wiele osób obawia się „zamrożenia” mimiki i sztucznego efektu maski. 
Dr Franciszek Strzałkowski, lekarz medycyny estetycznej, członek Niemieckiego Towarzystwa Terapeutów Toksyną Botulinową, ekspert programu „Naturalne piękno”, postanowił „odczarować” ten zabieg, wprowadzając własną metodę podania botuliny, gwarantującą zachowanie mimiki i naturalny efekt świeżej, wypoczętej twarzy. Szczegóły swojej metody zdradził nam w wywiadzie.

Franciszek Strzałkowski
Dr Franciszek Strzałkowski, lekarz medycyny estetycznej

Dlaczego ciągle tak wiele osób obawia się zabiegów 
z toksyną botulinową?

– Złą sławę przyniosły mu źle wykonane zabiegi, których efekty widoczne były także u wielu gwiazd z pierwszych stron gazet, co utrwaliło przekonanie, że toksyna botulinowa zamraża mimikę i daje efekt maski. Kobiety wstydzą się mówić, że zrobiły sobie zabieg z jej użyciem, a szkoda. Chciałabym, aby to była metoda przyjazna kobietom, tak jak mezoterapia, o której już prawie wszystkie panie mówią chętnie i otwarcie. 
Jest to zabieg szybki, skuteczny, bezpieczny i naprawdę doskonały w poprawie wyglądu – pod warunkiem że wykona się go w odpowiedni sposób. Celowo też staram się propagować nazwę „botulina”, ponieważ „toksyna” może kojarzyć się negatywnie, a Botox jest nazwą handlową jednego (ale nie jedynego!) z preparatów na jej bazie.

Na czym więc polega zabieg podania botuliny metodą Strzałkowskiego?

– Cała filozofia polega na podaniu odpowiedniej ilości botuliny w odpowiednie miejsca, tak 
aby uzyskać efekt odświeżonej, odprężonej, wypoczętej twarzy. Zabieg zawsze zaczynam od dokładnego planowania i precyzyjnego wyznaczenia sobie punktów, w które podam określone ilości preparatu. Niezbędna jest dokładna znajomość anatomii oraz wiedza, jakie mieśnie odpowiadają za konkretne ruchy twarzy. Za mimikę twarzy odpowiadają bowiem mięśnie przeciwstawne – jeśli zwiotczymy jeden z nich, ten przeciwstawny stanie się silniejszy i zacznie mocniej pracować, co może skutkować nieprzewidzianymi ruchami twarzy, np. diabolicznym uniesieniem brwi („mefisto face”) czy opadaniem powiek. Zależy nam na zachowaniu naturalnej mimiki, co oznacza też, że nie wygładzamy zmarszczek „na blachę”, bo to potęguje wrażenie sztuczności. Zmarszczki stają się mniej widoczne, płytsze, ale nie znikają całkowicie. Pacjentce po takim zabiegu nikt nie powie, że sobie coś zrobiła, tylko że wygląda świeżo, że być może była na wakacjach:-) Zależy mi, aby pacjentka nie wstydziła się, że robiła botulinę.

Czy botulina ma wpływ na jakość skóry?

– Ma, ale niestety niekorzystny. Uprzedzam o tym każdą pacjentkę, która lubi ten zabieg i chce go robić regularnie. Przy systematycznym podawaniu botuliny, np. dwa razy do roku przez 
4-5 lat, można spodziewać się znaczącego obniżenia jakości skóry w miejscu podania. 
Jeśli mamy tego świadomość, możemy temu przeciwdziałać, dodatkowo stymulując innymi zabiegami odbudowę i zagęszczenie skóry, aby nie stała się cienka i pergaminowa. Z mojego doświadczenia wynika, że najlepszym zabiegiem tego typu w okresie jesienno-wiosennym jest laser frakcyjny ablacyjny CO2 w połączeniu z osoczem bogatopłytkowym, a w okresie letnim 
– mezoterapia na bazie preparatów autoregenerujących. Inne zabiegi można już wykonywać po 10-14 dniach od podania botuliny.

Czy Pana metoda ma coś wspólnego z coraz bardziej popularnym mezobotoksem 
bądź babybotoksem?

– Generalnie od kilku lat terapie botulinowe idą w kierunku zmniejszenia dawek podawanej substancji. To jednak powoduje, że np. po babybotoksie efekt znika już po 2, a nie po 4 czy 6 

miesiącach, jak po „klasycznym” zabiegu. A przecież dopiero po ok. 3 miesiącach pozbywamy się z organizmu przeciwciał toksyny botulinowej i nie jest wskazane robienie zabiegu częściej. 
W mojej metodzie nie chodzi o mniejszą dawkę jako taką, ale o takie jej precyzyjne dobranie 
do siły mięśni w danym obszarze, aby uzyskać efekt delikatnego wygładzenia, odświeżenia, wypoczęcia twarzy bez ryzyka „zamrożenia” mimiki. Natomiast mezobotox polegający na powierzchownym, śródskórnym podaniu botuliny techniką mezoterapii ma według mnie bardzo 
wąskie zastosowanie, wyciszając aktywność gruczołów potowych i łojowych, a więc ograniczając pocenie się skóry i produkcję sebum. Na pewno zabieg ten nie poprawia jakości skóry, a tak jest czasami promowany – wręcz przeciwnie, ponieważ, jak mówiłem wcześniej, botulina z czasem obniża jakość skóry. Natomiast już po 2-3 regularnych podaniach obserwujemy, że na skutek osłabienia mięśni wydłuża się efekt po zabiegu (mięsień potrzebuje więcej czasu, aby powrócić do normalnej aktywności).

Jakie największe korzyści daje botulina?

– Jest to idealny zabieg koktajlowy, który możemy zrobić w przerwie lunchowej. Najdłużej 
trwa rozmowa i zaplanowanie punktów podania preparatu, sama iniekcja dosłownie 5 minut! 
Nie wymaga znieczulenia, jest praktycznie bezbolesny, odczucia można porównać do ukąszeń komara. Tuż po wyjściu z kliniki nie widać, że coś było robione, nie ma obrzęków. Na pełen efekt trzeba poczekać 7 dni. Dobrze podana botulina daje gwarancję naturalnego wyglądu. Odświeża, odmładza, dodaje blasku. Jest to zabieg w pełni odwracalny – po 4-6 miesiącach wracamy do stanu wyjściowego. Najważniejsze, aby korzystać z niego rozsądnie – według mnie sukces w medycynie estetycznej jest bowiem gwarantowany wtedy, gdy spotyka się rozsądny lekarz z rozsądną pacjentką.

Jakie są najczęstsze wskazania do zabiegów?

– 80% zabiegów wykonujemy w górnej partii twarzy: na tzw. lwią bruzdę, na zmarszczki poziome czoła i na kurze łapki wokół oczu. Można botulinę podawać w środkową i dolną partię, np. w okolicach kącików nosa, na linie marionetki czy szyję, ale to są rzadsze zastosowania. 
To najbezpieczniejsza metoda na wygładzenie zmarszczek mimicznych na czole – ze względu 
na obecność najważniejszych tętnic i naczyń w tym obszarze podawanie wypełniaczy wiąże się 
z dużym ryzykiem powikłań, łącznie z martwicą skóry.

Dziękujemy za rozmowę.

Franciszek StrzałkowskiNasz ekspert:
Dr Franciszek Strzałkowski
jest lekarzem medycyny estetycznej, anestezjologiem, członkiem American Academy of Aesthetic Medicine oraz Niemieckiego Towarzystwa Terapeutów Toksyną Botulinową. Współpracuje w jednym 
z największych szpitali w Niemczech, w Klinice Uniwersyteckiej w Akwizgranie. Wprowadzał 
do Polski metodę innowacyjnego liftingu EasyLift 
z użyciem stałych nici. Poprzez autorski program „Naturalne Piękno” propaguje ideę naturalności 
w medycynie estetycznej. Prywatnie miłośnik piękna. Od wielu lat zwiedza najlepsze galerie sztuki na świecie. Dzięki obserwacji wielkich dzieł nabywa niezwykłą wrażliwość i wyczucie estetyki, co wykorzystuje w swojej pracy.
www.KlinikaStrzalkowski.pl