Znajomość anatomii i dobre produkty podstawą udanych zabiegów!

374
0
PODZIEL SIĘ

„Jeśli znasz dobrze anatomię ludzkiej twarzy i stosujesz produkty dobrej jakości, minimalizujesz ryzyko wystąpienia komplikacji po zabiegu” – podkreślał dr Matt Stefanelli, chirurg plastyk, podczas szkolenia iClass Anatomy Poland 2018 dla lekarzy, przeprowadzonego w Klinice Ambroziak. Szkolenie było też okazją do prezentacji nowych innowacyjnych strzykawek StylAge do iniekcji kwasu hialuronowego. Jak działa zastosowana w nich technologia Bi-Soft i dlaczego znajomość anatomii jest tak ważna w zabiegach estetycznych – wyjaśniają eksperci. 

szkolenie
Dr Matt Stefanelli i dr Marcin Ambroziak

Na czym polega innowacyjność strzykawek StylAge Bi-Soft?

Stylage strzykawkaDr Marcin Ambroziak, dermatolog:  Dzięki dobrej ergonomii zastosowanej w StylAge Bi-Soft strzykawka nie wypada z ręki, nie jest szorstka w dotyku, ale się też nie ślizga, ma przy tym szeroki i wygodny uchwyt, więc jako osoba, która przeprowadza zabieg, jestem w stanie bardzo precyzyjnie podawać nią preparat. I wykonywać nią mikroruchy, na przykład wypełnić małą ilością kwasu hialuronowego mikrozmarszczki na czole – jako alternatywa dla botoksu u pacjentów, którzy mają przeciwskazania do stosowania toksyny botulinowej, gdy po jej podaniu rysy twarzy wyglądałyby nienaturalnie.

Poza tym strzykawki z technologią Bi-Soft są nie tylko komfortowe, ale też bardzo bezpieczne – kiedy wkłuwam się i chcę zobaczyć, czy nie jestem w naczyniu, wykonuję lekkie „zassanie”, tak zwaną aspirację – jeśli trafiłem w naczynie, to w tej strzykawce pojawi się kropelka krwi. Zakończenie tłoczka jest szerokie, więc dosyć łatwo zrobić aspirację. Jest to bezpieczne i wygodne urządzenie dla lekarza wykonującego zabieg.

W medycynie estetycznej jest wiele podróbek. Czy tak zaprojektowaną strzykawkę da się skopiować?

Dr Marcin Ambroziak, dermatolog: W medycynie estetycznej, niestety, też zrobił się czarny rynek. Jest mnóstwo osób nieupoważnionych chcących zajmować się zabiegami, które w naszej profesji wykonujemy od lat i na co dzień. Swoim brakiem doświadczenia i wiedzy mogą zrobić krzywdę pacjentom, po pierwsze nie znając się na anatomii twarzy czy ciała, a po drugie – stosując byle jaki produkt. Bardzo ważna jest oryginalność i autentyczność preparatu. Dlatego tak przyzwoite firmy jak Lea Vivacy, producent StylAge, nie sprzedają osobom bez wykształcenia medycznego swoich preparatów.

Ponadto na każdym produkcie StylAge znajduje się unikalny kod RFID – każda strzykawka, a nie seria (to dałoby się podrobić) ma swój indywidualny, wyjątkowy kod. Jeśli zrobimy zdjęcie tego kodu, możemy wyśledzić, gdzie i kiedy został kupiony i co się wydarzyło od momentu wpuszczeniu kwasu hialuronowego do strzykawki do jego sprzedaży. W ten sposób nie trafi w niepowołane ręce. A pacjent ma możliwość sprawdzenia na komputerze w gabinecie dokładnego źródła pochodzenia preparatu. Oczywiście, jest to strzykawka jednorazowa – nie można jej więc użyć po raz drugi i to kolejny aspekt, który wpływa na bezpieczeństwo zabiegu.

Każda strzykawka Bi-Soft ma inny kolor. Dlaczego?

Dr Marcin Ambroziak, dermatolog: Wygląd ma znacznie, a strzykawki Stylage różnią się kolorem nie tylko ze względów wizualnych. Strzykawka z produktem XXL jest zielona, M jest fioletowa, a ta do wypełniania ust – różowa. Wcześniej, kiedy jeszcze takiego rozróżnienia kolorystycznego nie było, zdarzały się pomyłki. Przychodziła pacjentka, mieliśmy plan leczenia: XL na kości policzkowe, usta M, fałdy L, ale wszystkie po rozpakowaniu wyglądały identycznie… Łatwo było się więc pomylić. A nie bez powodu te produkty mają zupełnie inną gęstość. Odpowiada ona różnemu działaniu i jest przeznaczona na różne problemy. Kolor ułatwia wybór i zapobiega takim pomyłkom.

StylAge

Za co ceni Pan kwas hialuronowy marki StylAge?

Stylage HydromaxDr Marcin Ambroziak, dermatolog: Zawiera bardzo mało endotoksyn. O każdym kwasie hialuronowym mówi się, że jest naturalny, bo występuje w organizmie, ale jest on produkowany przez bakterie. Kwas hialuronowy należy oczyścić z antygenów, czyli elementów tych bakterii, po to, aby organizm nie traktował go jak intruza, którego miałby zwalczyć. A takie przypadki odrzucania „ciała obcego” się zdarzają. Na przykład wpuszczamy w usta produkt nieco gorszej jakości, z większą ilością endotoksyn. Po tygodniu dostajemy infekcji. Następuje wzbudzenie układu immunologicznego, bo układ odpornościowy ma zwalczać bakterie – a tak traktuje preparat do wypełnienia ust i zaczyna atakować ciało obce, co się kończy obrzękiem. Wówczas takiej kiepskiej jakości preparat trzeba rozpuszczać hialuronidazą. To rzadkie przypadki, ale się zdarzają – zwłaszcza z produktami starszej generacji. Ponadto znajdująca się w produktach znieczulająca lidokaina zmniejsza dolegliwości bólowe podczas zabiegu. Z kolei mannitol, czyli antyoksydant, powoduje, że występuje dużo mniejszy obrzęk po wstrzyknięciu, albo w ogóle się nie pojawia – to kolejny wyróżnik preparatów StylAge. Mannitol zapobiega też wszystkim reakcjom, które niszczą skórę, na przykład pod wpływem ekspozycji na słońce. Ponieważ kwas hialuronowy stanowią też produkty, które nie wypełniają ubytków skóry, ale poprawiają jej jakość, takie jak StylAge HydroMax do mezoterapii, który dzięki stabilizacji utrzymuje się w skórze przez 4-6 miesięcy.

Dr Matt Stefanelli, chirurg plastyk: Potrzebujemy takich preparatów jak Stylage, które spełniają kryteria najwyższej jakości i bezpieczeństwa. Powód? Zmniejszają ryzyko powikłań i komplikacji pozabiegowych. Dają zawsze ten sam efekt, jakiego oczekuje i lekarz i pacjent. Równomiernie wypełniają, wygładzają, rewitalizują i nawilżają skórę. Nie uczulają. Nie tworzą karykaturalnych grudek pod skórą. Stosując StylAge, wiesz, czego się spodziewać i nie ma miejsca na nieprzyjemne niespodzianki. Natomiast krecią robotę w naszej branży wykonują gorszej jakości wypełniacze, które są bezpośrednią przyczyną komplikacji. Nieoczyszczone z endotoksyn wypełniacze, dostępne dla każdego, mogą bowiem wywoływać następujące powikłania: nieregularne rozłożenie preparatu w skórze, grudki, stany zapalne, obrzęki, alergie, rzadziej – martwicę, a nawet ślepotę (jeśli produkt podawany jest w okolice oczu). Nie można tych rzeczy lekceważyć ze względu na zbyt duże ryzyko. Właśnie dlatego, zanim się zdecyduje o chęci poddania się zabiegowi, warto sprawdzić i wiedzę lekarza (poczytać o nim), i produktu, którego używa (StylAge np. można dokładnie sprawdzić po indywidualnym kodzie preparatu RFID, na każdej strzykawce; to nowość, której jeszcze żadna inna firma nie ma na rynku i jest gwarantem autentyczności i bezpieczeństwa produktu). A do tego, nie da się ukryć, że bez odpowiedniej wiedzy o anatomii, nie można dobrze wykonać zabiegu.

W jaki sposób znajomość anatomii wpływa na estetykę?

Dr Matt Stefanelli, chirurg plastyk: Przesada zwykle zaburza w twarzy proporcje. Jeśli pacjent ma drobną brodę i chce powiększyć usta – przy takich rysach będą się one wydawały jeszcze większe, pełniejsze, wręcz monstrualne. W twarzy musi być zachowana równowaga. Ale wiem, że bardzo często we wschodniej Europie, Rosji czy Ameryce Południowej panuje wśród pacjentek przekonanie, że im więcej, tym lepiej. Im większy implant piersi, pośladków, więcej wypełniacza w ustach czy policzkach – tym piękniej. Jeśli pacjentka powiększy usta, ale ma wyraziste kości policzkowe i brodę, zachowany zostanie balans i nie będą one dominować nad rysami twarzy. W przeciwnym razie wygląda to nienaturalnie i źle. A już najgorzej jest wtedy, kiedy pacjent czy pacjentka przychodzi ze zdjęciem celebryty i pokazuje część twarzy lub ciała, którą pragnie na jego wzór mieć. To nigdy nie jest dobry pomysł.

Matt StefanelliCo wtedy? Jak przekonać pacjentkę, która marzy o ustach Angeliny Jolie, że to niekoniecznie dobry pomysł?

Dr Matt Stefanelli, chirurg plastyk: Zamiast przyglądać się zdjęciom gwiazd, robimy wtedy zdjęcie pacjentce i pokazujemy jej na komputerze, jaka wielkość i kształt ust czy policzków mogłyby do niej pasować. Natomiast w Paryżu i całej Francji bardzo rzadko miewamy pacjentów z pragnieniami przesadnie pełnych ust, policzków czy piersi. We francuskim społeczeństwie panuje przekonanie, że piękno, to naturalność i indywidualność, a nie kopiowanie tych samych cech twarzy lub sylwetki i powielanie ich jak kserokopiarka. Tzw. french touch polega na poprawieniu urody w taki sposób, aby wiedział o tym tylko lekarz i pacjent. Zresztą warto podkreślić, że większe implanty i więcej kwasu hialuronowego lub innych wypełniaczy w ciele (najgorzej, jeśli są złej jakości) oznaczają większe ryzyko powikłań i niebezpieczeństwo, że organizm je odrzuci. Właśnie dlatego warto też szkolić lekarzy – nie tylko edukować pacjentów.

Dr Matt StefanelliCo jeszcze jest ważne dla uzyskania ładnego i naturalnego efektu?

Dr Matt Stefanelli, chirurg plastyk: Lekarz powinien znać odpowiednią technikę, ale ona zwykle wynika ze znajomości anatomii i dobrej jakości preparatu. Dodałbym jeszcze, że ważna jest wrażliwość na piękno. Lekarz medycyny estetycznej lub chirurg plastyk musi mieć coś z artysty i wiedzieć, co jest piękne, a co wręcz przeciwnie. Oprócz tego warto też znać się na wolumetrii i mieć umiar w ilości podawanego preparatu. Łatwiej jest go dodać, jeśli okaże się dla pacjenta czy końcowego efektu niewystarczający, niż odjąć. Natomiast jeśli dbasz o to, żeby pacjent wyglądał naturalnie – wszystko gra. Jednak zdarzają się lekarze, którzy niestety nie mają dobrego gustu, co bardzo widać po ich pacjentach.

Więcej o produktach StylAge na:

www.stylage.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ